Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
1. Sami, samotni, szalejący po świecie.


Zaklęta w potwora...



1. Sami, samotni, szalejący po świecie.

Ciemne ulice Berlina. Ciepły wieczór ogarnął miasto. Ludzie nie zrażający się ciemnością, pędzą gdzieś, gdzie mogą chwilę odpocząć. Piątkowe wieczory są w Berlinie niesamowite. Ogrom ludzi śpieszących na imprezy i spotkania, aby tylko uciec od szarej codzienności zwykłego życia. Wśród nich błądzi dziewczyna niezywkle odmienna od innych kobiet. Blada twarz spuszczona w dół wydaje się tak smutna. Na ciemno pomalowane usta, ujawniają co chwila język owej dziewczyny, przekłuty i niezwykle czerwony. Bordowa maź spływa jej po brodzie tworząc przerażającą kompozycję. Jej oczy mające jakby kocie źrenice spoglądają co chwila na ludzi błąkających się wokoło dziewczyny. Szybkim krokiem zmierzała ku lasowi. DŁugie włosy, ruchome dzięki wiatrowi, obijały się o ludzi.

*

Tak, jestem wampirem. Od ponad dwóstu lat. Czułam się tak niezręcznie idąc wśród tych ludzi. Wyglądałam pewnie dla nich dziwnie. Cóż, nie jestem winna temu, że jestem takim człowiekiem, a raczej powinnam powiedzieć, taką istotą. Nie wiem jak mam określać, to, kim jestem. Istotą, potworem, cżłowiekiem? Kim? Nie umiem odpowiedzieć na to. Nie wiem kim jestem. Były czasy, kiedy nie wiedziałam jak się nazywam. Żądza krwi całkowiecie mną zawładnęła. Teraz, niby świeżo po "kolacji", nadal odczuwam przerażający głód. Tak chciałabym znów zatopić się w czyjejś szyji i móc poczuć ponownie smak świeżej, słodkiej krwi. Ten zapach czerwonej cieczy obija się o moje nozdrza, a ja nie mogę poczuć smaku owej substancji. Moje uszy słyszą tętniącą krew, aż chciało by się dla niej zabić. Zabijałam wiele razy, specjalnie dla niej. Nie żałuję tego co robię, choć czasem chciałabym umrzeć. Chciałabym odejść w końcu z tego nędznego świata na którym żyję od 217 lat. Moje cierpienie widać na codzień. Nawet Michalel je zauważa. Jedyny ukojeniem jest dla mnie seks. Nie pamiętam ile razy już zabiłam robiąc właśnie to, kochając się z przypadkowymi mężczyznami.
Weszłam do ciemnego lasu. Tam zawsze spotykałam się z Michalem. Owy las był ogromny. Łatwo było się tam zgubić, lecz my, wampiry, niegdy się nie gubimy. Każdy z nas ma oczy kota, węh psa i zwinność geparda. Dokładnie tak jest. Jesteśmy jak zwierzęta. Nic nas nie powstrzyma przed upragnionym celem. Szłam ciemnymi uliczkami. Wiatr chłodził moje spoconego od braku krwi i głodu ciało. Poczuła krew. Obejrzałam się natychmiast za siebie. Nikogo nie zauważyłam. Coraz mocniej czułam moją ukochaną ciecz. Zaczełam się skradać, nie wiem nawet po co. Coraz intensywniejszy zapach tkwił w oich nozdrzach. Nie mogłam tego znieść, myślałamże wybuchnę. Ten okropny głód zrzerał mnie od środka. Zauważyłam w końcu coś. Jasne światła były przede mną. Wkrótce usłyszałam czyjeś głosy. Szłam przed siebie, lekko podjarana zapachem krwi.
-patrzcie! Ktoś tam jest!-usłyszałam głos mężczyzny, a po chwili moją twarz rozświetliła latarka. Raziło mnie to światło, zakryłam twarz.
-możesz nam pomóc?- zapytał jakiś chłopak. Tak wyraźnie czułam ciepło jego krwi.
-a co się stało?-zapytałam niepewnie
-zabłądziliśmy, ten las jest ogromny.
-pomogę jeśli zabierzecie to światło...-rzekłam
-emh jasne.. Fabian, weź tą latarkę...- powiedział chłopak kierując słowa do jakigoś mężczyzny. Swiatło opuściło moją bladą twarz
-co ty masz na policzku?-zapytał ten, z którym rozmawiałam.
-ja? Aaa...byłam u babci... i..-nie wiedziałam co powiedzieć
-zjadłąś wilka?-zaśmiał się jeszcze inny chłopak. Tylu ludzi tam było, że z pewnością starczyło by krwi dla całej mojej wampirzej rodziny. -jestem Bill-przedstawił się podając mi rękę.
-Alex...-ja również zdradziłam swoje imię.
-a jestem Tom-ten chłopak z którym rozmawiałam najpierw był słodki i jego imię "Tom" tak pięknie brzmiało w tonie jego głosu. W głowie kłębiły mi się przeróżne myśli. Z jednej strony chciałam wypić z niego życie a z drugiej szkoda było takiego chłopaka.
-miałam wam pomóc, tylko w czym?-zapytałam bezsensownie wiedząc, czego chcą.
-no więc, zabłądziliśmy i bylibyśmy wdzięczni, jeżeli pomogłabyś nam się stąd wydostać...
-jesne...musicie pojechać prosto...o tam...-wskazałam i drogę.
-dzięki wielkie...-podziękował chłopak z dredami. Uśmiechnęłam się niezwykle sztucznie.
-podwieźć cię?-zapytał jakiś napakowany koleś. Spojrzałam na niego spod ukosa.
-nie, dzięki... ja idę tam...-wskazałam swoją drogę. Wszyscy ci mężczyźni wsiedli do ogromnego autobusu i ruszyli. Jechali powoli.
-sami, samotni... szalejący po świecie...- przypomniało mi się kim są ci dwa chłopacy którzy noszą imiona Bill i Tom... Kilka dni wcześniej Michael kazał mi ich zabić, lecz nie mogłam tego zrobić. Dziwne, że dopiero teraz w mojej głowie zaświtały wspomnienia. Zamyśliłam się nieco. Miałam ogromną chrapkę na tych dwóch. Autokar jechał powoli. Więc zapewne dogoniłabym ich, ale troch szkoda marnować takie ciacha. Ale cóż, ryzk fizyk. Jeśli zakosztuję ich krwi, zostaną moimi podwładnymi.. i będą moi. Zaczęłam biec w stronę autobusu. Całe szczęście, że my, istoty martwe ale żywe, mamy niezwykłe zdolnośći. Możemy szybko biegać, wysoko skakać i co najważniejsze, nigdy nie giniemy. Dogoniłam autokar i wkoczyłam na niego. Usiadłam sobie i myślałam nadal co robić. Tak bardzo było mi ich szkoda. Ale niestety głód staje na pierwszym miejscu.
Po kilkunastu minutach aautokar staną. Zwinnym ruchem zeskoczyłam z pojazdu i schowałam się za nim. Skradałam się, chcąc wiedzieć, gdzie moje ofiary się wybierają. Weszli do budynku. Był to hotel. Bezradnie usiadłam na ławce. Spoglądałam na każde z okien hotelu. W końcu ujrzałam go. Ujrzałam Toma stojąceg na jednym z balkonów. Uśmiechnęłam się. Wstałam i powędrowałam pod hotel. Stanęłam pod jedną ze ścian i myślałam jak wdrapać się na balkon Toma. Całe szczęście że jestem zwinna. Szybkimi ruchami wdrapałam się na ten balkon, na którym Toma już nie było. Spojrzałam przez szybę. Chłopak wszedł do łazienki. Tak, to chyba była łazienka bo słyszałam wyraźny szum wody. Balkonowe drzwi były nieco uchylone, więc kiedy chłopak znikął za drzwiami, weszłam do środka. Było tam niezwykle schludnie. Wszystko takie czyste, ekskluzywne. Co miałam robić? Usiadłam na łóżku, a już po chwili leżałam na nim. Chciałam ponownie uciec od bólu moim sposobem.
Leżałam tak na tym łóżku i się nudziłam. Po jakiejś godzinie Tom wyszedł z łązienki. Wycierał głowę śnieżnobiałym ręcznikem. Kiedy zakończył tą czynność, spojrzał na mnie ze zdziwieniem
-coo? Ty?! Co ty tutaj robisz? Jak..jak Ty tu weszłaś?-pytał.

*

Tak oto kończę pierwszy odcinek. Mam nadzieję, że się podoba... oceńcie go sami, pozdrawiam ;*




zakleta-w-potwora 4/08/2008 16:59:52 [Powrót] Komentuj







| Moony by Marauders dla zakleta-w-potwora |

menu

  1. Strona Główna
  2. Dodaj do Ulubionych

księga gości

  1. Ksiega Gości
  2. Dodaj do Księgi

Mój profil

mój avatar


moje skromne ja

archiwum

    2008
    Sierpień

linki

ulubieni

Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 1535 osób


www.blog4u.pl